Aktualnie w kinie #188

Dzień dobry! Dziś tania środa w Cinema City! Z tej okazji już sto osiemdziesiąty ósmy raz pozwoliłem sobie napisać post z mini recenzjami hitów, które od piątku goszczą w naszych kinach. Na pierwszy ogień pójdzie najnowszy film Romana Polańskiego: Prawdziwa historia. Produkcja opowiada o pewnej pisarce, jej prześladowczyni i niemocy twórczej. Dla mnie film ważny głównie dlatego, że chociaż to pewnie wstyd – twórczości Polańskiego nie znam, więc z przyjemnością sprawdziłem jaki trzyma poziom. Żeby nie było! Pianistę znam i lubię. Drugim opisywanym dziś filmem będzie Rampage: Dzika furia czyli wielkie potwory i The Rock, który stara się je powstrzymać. Przyjemny thriller czy napakowany akcją sensacyjniak? Dla każdego coś miłego! Rzućcie okiem na streszczenia i koniecznie polajkujcie mój fanpage [klik]. zajrzyjcie na mojego Twittera [klik] oraz kliknijcie obserwuj na Instagramie [klik]! Będę bardzo wdzięczny, a Wy szybciej otrzymacie moje treści.

– Prawdziwa historia

O czym: Młoda pisarka zaprzyjaźnia się z coraz bardziej natrętną wielbicielką.

Dlaczego tak: Właściwie dlatego, że psycholkę gra tutaj Eva Green i to już by mogło zamknąć recenzję, bo talentu do grania uwodzicielskich, szalonych postaci nikt jej odmówić nie może. Bo generalne Emmanuelle Seigner jest całkiem znośna, a Roman Polański sprawnie, sprytnie i ciekawie wyreżyserował całą produkcję. Na plus są również zdjęcia i naprawdę dobrze napisana fabuła, która co prawda po łebkach i niekiedy za pomocą banałów, ale świetnie opisuje i przybliża świat pisarzy, co w gruncie rzeczy bardzo szanuję. Mnie osobiście film wciągnął i oglądało mi się go naprawdę nieźle.

Dlaczego nie: Fabuła fabułą, ale zakończenie może rozczarować. Ja je zrozumiałem i uważam, że jest w gruncie rzeczy sensowne, ale nie jestem z niego jakoś przesadnie zadowolony – po seansie zostaje jakaś taka pustka, aczkolwiek jest o czym rozmawiać po seansie. Chociaż film to niesamowita chemia pomiędzy obiema paniami to brakuje mi w nim jakiegoś naprawdę ostrego motywu, jakiegoś takiego hardcore’u.

Kiedy: Film warto zobaczyć – tak po prostu. Gdzie to już obojętne, chociaż najbardziej klimatycznie jest oczywiście w kinie.

– Rampage: Dzika furia

O czym: Z powodu machlojek złej korporacji i pewnego incydentu w kosmosie – małpa, wilk oraz krokodyl mutują w wielkie, krwiożercze i niszczące wszystko na swojej drodze bestie. Robi się bajzel, który sprzątnąć może jedynie The Rock.

Dlaczego tak: Jeśli tak jak ja kochacie filmy z gatunku animal attack i ekscytujecie się wielkimi potworami – ta produkcja jest dla Was. Zwierzaki zjadają kogo popadnie i niszczą wieżowiec za wieżowcem. Jeśli kochacie Dwayna The Rocka Johnsona to również jest to film dla Was. Ogólnie jeśli jara Was kino klasy B, gdzie wrogowie są wielcy, Ci dobrzy są wielcy, a spluwy są największe – będziecie usatysfakcjonowani. Ach i co ważne – efekty specjalne są naprawdę niezłe, a w tego typu kinie jest to pewnego rodzaju święto. I to chyba jedyna okazja zobaczyć,jak The Rock krwawi! Jest to też dobra okazja, aby przypomnieć sobie… grę Rampage z 1986 roku!

Dlaczego nie: Bo brakuje tu sensownej fabuły. Na dobrą sprawę brakuje mi też jakichś cycków, ale w produkcji tej wielkości (z tym budżetem, więc udającą poprawny politycznie Hollywoodzki film) jestem w stanie to przeżyć. Sam wybór potworów jest dość kontrowersyjny – niby są w porządku, ale wilk średnio mi tu pasuje, a krokodyl został prawie całkowicie pominięty i jest eksponowany dość mizernie – aczkolwiek niczyja to wina, jak mówię w oryginalnej grze były te same zwierzęta.

Kiedy: Jeśli kochacie produkcje tego typu to nie macie na co czekać – trzeba oglądać! JEśli natomiast musicie doświadczyć głębokiego, inteligentnego kina – to Rampage omijajcie szerokim łukiem.

Polecane posty powiązane z artykułem:

Zostaw komentarz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *