DZIEŃ ŚWIRA opera/musical – recenzja

Gdy tylko usłyszałem o tym, że „Dzień Świra” zostanie wystawiony w Teatrze Kamienica – mojej radości nie było końca. Jednak im bliżej do premiery tym mocniej drążyły moją duszę dwa słowa, które nieodłącznie promowały spektakl – opera oraz musical. Pamiętam, że pomyślałem sobie wtedy „to się nie może udać”. I wiecie co? Udało się, a ja muszę się przyznać do pomyłki. Okazuje się, że recenzowana właśnie sztuka to jedna z najciekawszych propozycji tego klimatycznego, kameralnego teatru. I chociaż z werdyktem najlepiej zawsze poczekać do końca – tym razem nie mogłem się powstrzymać.

Dzień Świra opera/musical to opowieść stworzona na podstawie scenariusza kultowego filmu Marka Kotarskiego z 2002 roku. Mamy więc dobrze znanego Adasia Miauczyńskiego oraz niewątpliwą przyjemność obserwacji jego niezbyt udanego życia. W odróżnieniu od oryginału z tą różnicą, że tutaj najbardziej znane kwestie lub sytuacje – są śpiewane własnie na modłę radosnych musicali lub troszkę bardziej poważnych oper.

W rolach głównych występują Maciej Miecznikowski, Wojciech Solarz, Joanna Kołaczkowska, Joanna Pałucka, Stefan Każuro, Grzegorz Kucias, Anna Ścigalska. Ten pierwszy w roli Miauczyńskiego poradził sobie tak dobrze, jak kilkanaście lat temu Marek Kondrat. W moim odczuciu to jedno z największych wyróżnień, które można w tego typu sytuacji usłyszeć. Co do reszty ekipy to jest bardzo pozytywnie i wszyscy są szalenie utalentowani – nie mogę niestety wskazać kogoś, kto przodował – bo nie tylko każda osoba bardzo mi się podobała, co niektórzy chyba troszeczkę ukrywali swój talent skrzecząc – np. odgrywając emerytkę. Tak czy siak, chociaż obsada nie jest znana z pierwszych stron gazet to warsztat ma solidny i myślę, że możemy im zaufać w ciemno.

fot. Sylwester Ciszek

Jeśli chodzi o samą fabułę to ta chociaż napisana dość przejrzyście, w wymaga chociaż w minimalnym stopniu znajomości oryginalnego filmu. O ile pewne znaczące sceny odegrane są w sposób dość klarowny, to mimo wszystko wydają się być poprowadzone odrobinie zbyt chaotycznie. Przekład 1:1 był oczywiście niemożliwy, ale właśnie poprzez liczne piosenki, jak i samą dość niekonwencjonalną strukturę Dnia Świra – wypada po prostu znać go wcześniej. Nie zrozumcie mnie jednak źle – tak genialnego scenariusza nie dało się skopać – aczkolwiek jakakolwiek podkładka wydaje mi się potrzebna. Nie oszukujmy się też – jeśli już ktoś pójdzie do teatru to właśnie zanęcony znanym sobie tytułem. Ale wracając do scenariusza – obserwujemy życie Adasia Miauczyńskiego – polonisty, człowieka wyższej kultury, którego jednak los zdecydowanie od lat nie oszczędza. Jesteśmy więc świadkami normalnych czynności jak poranna gimnastyka czy toaleta – podanych w sposób niezwykle satyryczny i współczesny. Z jednej strony przez ironiczne spojrzenie samego Marka Koterskiego, z drugiej jako coś zaskakującego, odświeżonego, rozśpiewanego, wyreżyserowanego przez Marcina Kołaczkowskiego. W dodatku każdy z nas uwielbia podglądactwo – a tutaj mamy możliwość nie tylko w nim uczestniczyć, co uruchomić staropolskie „dobrze mu tak” i chociaż na chwilę poczuć się lepiej niż gnębiony przez okrutne życie bohater.

Najważniejsze cytaty filmowe zostały jednak zachowane, reszta natomiast obrosła w muzykę i musicalowo-operowe wykonanie. Większość piosenek jest świetnie zaaranżowana, perfekcyjnie wykonana i zdecydowanie wpadająca w ucho. Muzyka to małe mistrzostwo świata – jeszcze nigdy w życiu nie słyszałem tak doskonałych dźwięków. Wielkie brawa dla autora, bo te nie tylko są energiczne, ale także kosmicznie hipnotyzujące. Gdyby tylko istniała możliwość kupienia ścieżki dźwiękowej do tego musicalu – kupiłbym ją od ręki, od razu w teatrze. Tak więc nie warstwa muzyczna nie ustępuje największym musicalom.

Sam poziom wykonania to jedno, drugie to możliwości sprzętu i miejsca w którym przedstawienie jest wystawiane. Jak przystało na tego typu sztukę – głosy rozchodzą się po sali czysto i bez zniekształceń. Wszystko można normalnie i bez większych problemów zrozumieć – a to dzięki rozwieszonym sprytnie mikrofonom. Szeptów w scenariuszu praktycznie nie ma, są za to wyraźne, głośne i dobrze akcentowane piosenki. Co prawda ze dwa razy jakiegoś dialogu nie zrozumiałem, ale mimo wszystko jest to praktycznie zerowe utrudnienie. Dekoracje są odrobinę ubogie, tak naprawdę główną i praktycznie jedyną jest kanapa. Większość nastroju budują jednak odpowiednie stroje oraz tło wyświetlane z projektora, które w sposób bardzo plastyczny naprowadza widza na miejsce akcji. Nie sposób się tutaj zgubić, a każdy kolejny utwór zaskakuje czy to strojami aktorów czy też ciekawym ujęciem/grą świateł. Jeśli lubicie rozbudowane dekoracje – będziecie zawiedzeni. Jeśli natomiast bardziej interesuje Was treść i lubicie różnorodne miejsca akcji – będzie to sztuka idealna.

fot. Sylwester Ciszek

Dzień Świra opera/musical to niezwykłe doświadczenie, to wyprawa i przygoda, to podróż w czasie. Zdecydowanie niezapomniana i potrzebna – zwłaszcza dla wielbicieli filmu, ludzi potrafiących cytować z pamięci najważniejsze dialogi. Pamiętając o co chodzi nie tylko łatwiej się odnaleźć, ale też przyjemniej przetworzyć, porównać, zrozumieć. Dlatego jeśli o Dniu Świra nigdy nie słyszeliście, warto go nadrobić. Ponieważ „opera/musical” to również świetne piosenki, ciekawe wykonania i myślę, że pewna nowość w skostniałym świecie tego typu produkcji. Jeśli boicie się, że taki temat nie mógł się udać albo, że powstrzymuje Was fakt, iż nie jesteście największymi fanatykami opery na świecie – to nic nie szkodzi – ważna jest tylko miłość do kultowego już dzieła Marka Kotarskiego.

Dzień Świra zobaczycie w Teatrze Kamienica już po wakacjach, kolejne spektakle odbędą się np. 24 września (15:30 i 19:00), 25 września, 10 października, 11 października i 13 października. Bilety w cenie od ok. 100 do 140 złotych kupicie w kasie teatru oraz przez ich stronę www. Jednak śpieszcie się! Większość z tych na bliższe terminy jest już prawie wyprzedana. Ja polecam, to naprawdę niezwykła sztuka, zaskakująca, niecodzienna, przywołująca wspomnienia. Warto!

3 komentarze

  1. Tak własnie wygląda typowa recenzja napisana na zamówienie za odpowiednią sumę. Autor recenzji tak się zachwycił że o mało nie dostał orgazmu. Ciekawe czy w ogóle widział spektakl albo czy sam zapłacił za bilet. Namawiac kogoś do obejrzenia czegośtak wtórnego za 100-140zł kiedy świetny pierwowzór można obejrzeć za darmo to wyjątkowa perfidia panie Gniewkowski

    Reply
    • Tylko, że nie jest to recenzja napisana za odpowiednią sumę. Nie jest nawet za nieodpowiednią 🙂

      Rozumiem że świetny pierwowzór można obejrzeć w TV, a nie ściągając, prawda? Zresztą jak sztukę teatralną i to na podstawie gotowego tekstu sprzed lat można nazwać wtórną? Wtórny to może być remake w tym samym medium czyli np. drugi film na tym samym scenariuszu.

      Tak więc przeniesienie filmu na deski nie jest wtórne 🙂 Perfidią jest natomiast hejt bez wytłumaczenia czegokolwiek i stawianie się wyżej bez wymienienia chociażby 5 zakłamań tekstu 🙂

      Reply

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *