Pociągi pod specjalnym nadzorem – recenzja sztuki

Teatr Dramatyczny w Warszawie to jeden z tych przybytków, które odwiedzam bardzo chętnie i możliwie często. To takie miejsce, gdzie groteska miesza się z treściami dużo bardziej poważnymi, ciężkimi. I własnie ta forma myśli teatralnej niesamowicie do mnie trafia – w natłoku kolorowych komedii i przejaskrawionych fars z utęsknieniem wypatruje czegoś na poważnie, czegoś co da mi do myślenia zostając w głowie na długo po zakończonym spektaklu. I tym razem również nie zawiodłem się, a nawet otrzymałem dokładnie to na co liczyłem.

Pociągi pod specjalnym nadzorem” to opowieść o małej stacji kolejowej, która znajduje się gdzieś tam, daleko od wszelkiej cywilizacji. Życie na niej jest z pozoru proste: przestawianie zwrotnic, pilnowanie czystości, rozmowy z konduktorami. Aczkolwiek to także opowieść o Miłoszu – młodym chłopaku, który wypracowuje na wspomnianej stacji swój pierwszy staż, przeżywa tak miłosne jak i służbowe wzloty i upadki, a w wielkim skrócie po prostu żyje. Wszystko to oczywiście w realiach szarej, ale niekoniecznie smutnej II Wojny Światowej.

W rolach głównych tej niecodziennej czeskiej komedii występują: Olaf Saralidze, Henryk Niebudek, Małgorzata Niemirska, Robert Majewski, Mariusz Wojciechowski, Marcin Sztabiński, Piotr Siwkiewicz, Martyna Kowalik, Agata Góral, Agata Wątróbska. Generalnie cała obsada poradziła sobie z zadaniem wyśmienicie i kompletnie niczego nie mogę im zarzucić. To taki typ sztuki, który na tyle hipnotyzuje widza, że przestaje się zwracać uwagę na cokolwiek zewnętrznego, a po prostu nieprzytomnie chłonie wszystko to co dzieje się na scenie. Jeśli miałbym jednak kogoś wyróżnić to na pewno Olafa Saralidze, który nie tylko poruszył mnie całym swoim występem, ale również przekonał do tego, że po prostu jest swoją postacią, że to wszystko rzeczywiście czuje i przeżywa. Podobne uczucie wywołał u mnie również Henryk Niebudek, który w roli zawiadowcy opętanego irracjonalną miłością do wszelkiej maści gołębi po prostu skradł moje serce. Niektórzy aktorzy pojawili się niestety na bardzo krótko, w rolach czysto epizodycznych, ale każda osoba przebywająca na scenie Teatru Dramatycznego była zdecydowanie na swoim miejscu. Jeśli chodzi o obsadę to ta jest zdecydowanie na plus i każdy zagrał przynajmniej dobrze. Zresztą postacie napisane są dość starannie i trudno do czegokolwiek się przyczepić.

Chociaż z pewnością część widzów może być odmiennego zdania. A to głównie dlatego, że fabuła miejscami jest dość trudna do przyswojenia, lakoniczna, a co złośliwi mogą powiedzieć nawet, że w sumie o niewiele (jeśli nawet nie o nic!) w niej chodzi. Nie jest to oczywiście jakiś wielki minus, gdyż np. ja pokusiłbym się o stwierdzenie, że mamy tutaj do czynienia z wycinkiem życia, krótkim okresem czasu, który spędzamy na terenie prowincjonalnej stacji kolejowej, oraz fragmentarycznym spojrzeniem na wzloty i upadki jej pracowników. Otrzymujemy więc zlepek dni i sytuacji: niektóre widzimy na własne oczy (także w formie retrospekcji), a o innych jedynie słyszymy. Życie prywatne miesza się ze służbowym, realne historie z wymyślonymi, pasje z antypatiami. Oczywiście gdzieś tam pod koniec wszystko się mniej lub bardziej zazębia, ale jestem w stanie uwierzyć, że niektórzy wolą konsumować treści mocniej fabularne, a nie takie wyrwane z kontekstu, będące tylko częściowym zapisem wydarzeń, nie mających jasnej osi. Jednak żeby Was nie nastraszyć: dla mnie to ogromny plus. Dlaczego? Ponieważ bezproblemowo weszło mi się w rolę podglądacza, osoby która jak przez dziurkę od klucza wyrywkowo konsumuje to co widzi. Dodatkowo dużo też jestem w stanie sobie samemu dopowiedzieć, dlatego też fabuła zamknięta w przysłowiowym od A do Z nie jest mi do szczęścia potrzebna. Natomiast, aby trochę rozchmurzyć malkontentów warto dodać, że spinający niektóre wątki finał jest ciekawym, chociaż może troszeczkę zbyt narwanym zagraniem. Ale generalnie może się podobać i z pewnością będzie. „Pociągi” wszak to nie farsa, to komedio-dramat w realiach II Wojny i przymrużając odpowiednio oko z całą pewnością w podanej formie go zaakceptujemy.

Dekoracje również przypadły mi do gustu, a to za sprawą fajnie oddanej iluzji oddającej realia stacji kolejowej. Główne wnętrze ma kanapę, ogromny stół, na „ścianach” wiszą obrazy, wszędzie rozrzucone są bibeloty przydatne w codziennej pracy dróżnika. Przedmioty są leciwie, emanujące historią i czarującym stylem. To jednak nie wszystko, bo przed oczami widzimy nie tylko służbówkę, ale również ogromny gołębnik, a także dwa torowiska, które naprzemiennie przyjmują w swoje progi przejeżdżające pociągi. Te oczywiście stworzone zostały za pomocą sprytnej gry świateł (i projektora), oraz za pomocą świetnej perspektywy. Pod względem głębi technicznej „Pociągi pod specjalnym nadzorem” zachwycają w każdym momencie. Osoby, które „płacą i wymagają” nie poczują się oszukane, bo scenografia sprawia naprawdę dobre wrażenie. Okej, nie jest tak kolorowo i rażąco po oczach jak w typowej komedii pomyłek (bo i nie tym są „Pociągi”), ale nie sposób nie docenić tego co dostajemy.

Jeśli chodzi o dźwięk to również mam dla Was dobrą wiadomość – na tym przedstawieniu scena jest znacząco rozciągnięta, przez co skasowanych zostało kilka początkowych rzędów. Nie ważne więc, gdzie usiądziecie – zawsze będzie dostatecznie blisko, aby usłyszeć nawet szept. Osoby ze słabszym słuchem nie powinny mieć więc problemu nawet siadając w dalszych rzędach – a to zawsze olbrzymi plus i zawsze zwracam na to ogromną uwagę, zwłaszcza, że sam nie jestem jakoś szczególnie lotny jeśli chodzi o opisywany zmysł. Generalnie układ użyty w spektaklu z całą pewnością daje radę.

Przedstawienie polecam wszystkim tym, którzy od dawien dawna zainteresowani są tak tematem II Wojny Światowej jak i lubującym się w pewnego rodzaju podglądactwie. Nie mogę polecić osobom, które lubią mieć prostą fabułę, taką z mocno zarysowaną strukturą – Ci mogą się odrobinę zawieść, bo teoretycznie nic tu do siebie nie pasuje, a przez większość spektaklu niespecjalnie wiadomo o co tu chodzi – ot bohaterowie chodzą, śpią, coś tam przeżywają. Ale po co? Tego dowiecie się oczywiście przychodząc na spektakl, ale do tego momentu niekoniecznie wyrobicie sobie dobre zdanie. Mi się podobało, mojej teatralnej partnerce mniej. I może w tym tkwi sceniczna siła: każdy zrozumie ją na swój sposób, każdy zinterpretuje ją inaczej.

Pociągi pod specjalnym nadzorem zobaczyć możecie w warszawskim Teatrze Dramatycznym np. 24/25 marca oraz 18/19 kwietnia (w kolejnych miesiącach także!). Warto sprawdzić czym różnią się od siebie poszczególne dni, bo niektóre z nich są przyjazne seniorom, a jeszcze inne oferują nawet angielskie napisy. Podczas mojej wizyty można było natomiast zostawić swoje dziecko z wykwalifikowaną opiekunką! Bilety w cenie od 30 do 70 złotych kupicie w kasie Teatru Dramatycznego lub na kilka innych sposobów. Pomimo pewnej płycizny fabularnej stanowczo polecam! To po prostu dobra sztuka, której drugie dno zachwyci niejednego z Was.

Polecane posty powiązane z artykułem:

Zostaw komentarz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *